Odcinek 7: Droga B – Drzwi, których nie otworzyłam

Powietrze w sali było gęste od ciszy. W tej ciszy ktoś za oknem kosił trawę — monotonnie, uparcie, jakby to była jedyna rzecz, która miała sens. Anna siedziała w półokręgu krzeseł. Przed nią szklanka z wodą, obok Ewa – ta z uśmiechem, który zawsze zdawał się znać więcej niż powinien.

🎵 Posłuchaj tej piosenki na Spotify

Było późne popołudnie, czerwcowe słońce zawisło w oknie, malując prostokąt światła na podłodze. Anna nie czuła się gotowa. Ale przecież nigdy się nie czuje. A mimo to – przyszła. Była tutaj.

Terapeuta spojrzał na nią łagodnie.
– Może dzisiaj ty, Anno?

Jej imię zabrzmiało jak klucz uderzający o podłogę. Otwierać? Czy nie?

Zakręciło się jej w głowie. Serce uderzyło mocniej, jakby chciało wstać i uciec, zostawiając ją na miejscu.

Była przygotowana. W nocy spisała sobie zdania. „Czuję się… oddzielona.” „Mam wrażenie, że moje życie gdzieś się toczy, ale ja w nim nie jestem.” „Kiedy słyszę was, czuję zazdrość. Bo wy przynajmniej już coś wiecie.” Ale teraz te zdania były jak list, którego nigdy nie wysłała – i który teraz właśnie wracał z pogiętym rogiem i zapachem starego papieru.

Zamiast mówić, zaczęła miąć rękaw bluzy. To był jedyny ruch, na jaki się zdobyła.

– Nie dzisiaj – szepnęła. Prawie bezgłośnie.

Terapeuta skinął głową.
– Dobrze. Dziękuję, że tu jesteś.

Nikt nie spojrzał z wyrzutem. A może po prostu nikt nie miał odwagi spojrzeć.

Ktoś inny przejął głos. Słowa unosiły się w powietrzu jak woda podgrzewana powoli do wrzenia. Anna przestała słuchać. Patrzyła na linoleum, na buty osoby naprzeciwko, na kurz unoszący się w promieniu słońca. Była. Ale jakby w cieniu samej siebie.

Po zajęciach zebrała się powoli. Ewa skinęła jej głową.
– Fajnie, że jesteś. – powiedziała tylko. Tyle. Ale w tym jednym zdaniu zmieściło się więcej niż Anna była gotowa unieść.

W domu usiadła na brzegu łóżka. Butów nie zdjęła. Słońce już zaszło, światło żarówki było mdłe i bezpieczne. Otworzyła dziennik. Napisała jednym tchem:

„Nie wiem, co dziś mnie zatrzymało. Ale wiem, że to nie była złość. To był strach. Jakby całe moje ciało mówiło: ‘Nie teraz, nie tutaj, nie jeszcze’. A przecież tak bardzo chciałam. Może to wystarczy – na dziś. Może to, że siedziałam, już coś znaczy.”

Potem, zupełnie niespodziewanie, nagrała sobie wiadomość głosową. Tylko dla siebie. Nikt jej nie miał słyszeć.

„Siedziałam w tej sali jak dziecko przed odpytywaniem. Miałam wszystko gotowe – słowa, emocje, nawet łzy. Ale gdy przyszło co do czego, bałam się, że jeśli je wypuszczę, zaleją mnie tak, że nie dam rady dopłynąć. I tak siedziałam, sucha na zewnątrz, a w środku… przypływ, odpływ i ocean, który udawał ciszę.”

Później przeglądała notatnik w telefonie. Znalazła starą wersję SMS-a, którego kiedyś chciała wysłać Marcie:

„Nie wiem, jak ci to powiedzieć, ale nie jestem okej. Niby wciąż działam, jem, śpię, ale to tak jakby ktoś wyciągnął mi kabel z gniazdka i wszystko działa na resztkach baterii.”

Nie wysłała wtedy. Tak samo jak dziś – nie powiedziała. Ale w obu przypadkach była gdzieś bardzo blisko.


Podobne wpisy

  • Nagranie 12: Obserwator

    (Westchnienie, jakby chwilowe zawahanie przed mówieniem.) To dziwne.Nie tak to sobie wyobrażałem. Myślałem, że ten ośrodek będzie… zimny. Surowy. Że wszyscy będą tu chodzić jak cienie, spuszczać głowy i odliczać dni do wyjścia. Że będzie się tu czuło ciężar. A jest… inaczej. Nie mówię, że jest lekko – nie jest. Ale ta atmosfera… jest w…

  • To nie moja trzeźwość – kiedy żyjesz według czyjegoś scenariusza zdrowienia

    Czasem, gdy siedzimy z kimś w gabinecie i słyszę: „Robię wszystko, jak mi kazano, ale to nie działa”, zapala mi się w głowie czerwona lampka. Trzeźwienie, które jest jak dobrze skrojony garnitur – dopasowane do człowieka, jego historii, jego ran i jego tempa – nagle zaczyna przypominać mundurek. Taki sam dla wszystkich. Sztywny, duszący, jakby…

  • Nagranie 18: Przeszłość

    (cisza, oddech, szelest kartek) Dziś było… ciężko. Ale chyba w tym dobrym znaczeniu. Nie wiem, czy kiedykolwiek wcześniej tak bardzo… wszedłem w siebie. I jednocześnie tak bardzo chciałem z tego uciec. Jakby dwie siły się biły – jedna, która mówi „zobacz wreszcie, co tam naprawdę jest”, a druga, która wrzeszczy „uciekaj, nie teraz, nie tu”….

  • Odcinek 1: Ciche upadki

    Anna siedziała przy kuchennym stole, patrząc na powoli stygnącą herbatę. W mieszkaniu panowała cisza – Monika, jej pięcioletnia córka, już dawno zasnęła, a ich mały dom był teraz zatopiony w wieczornym półmroku. Znała to uczucie – chwila, gdy wszystko na zewnątrz się wyciszało, ale wewnątrz niej rosła ciemność, ciężki, niewypowiedziany ból, który wracał każdego wieczora,…

  • Nagranie 17: Rozmowa z Zosią

    (Mówi spokojniej niż zwykle. Bez napięcia.) Dzisiaj było jakoś… cicho. W środku.Nie pusto.Po prostu – spokojnie. (Milknie na sekundę.) Mamy nowego w ośrodku.Przyszedł rano, jeszcze trochę rozbity.Znałem ten wzrok.Sam go miałem. Ten moment, kiedy człowiek się zastanawia, czy nie wstać i nie wyjść, zanim ktoś się zorientuje, że w ogóle przyszedł. Poprosili mnie, żebym mu…

  • Wypalenie w trzeźwieniu – czy można być zmęczonym zdrowieniem?

    Cześć. Jeśli to czytasz, być może jesteś już jakiś czas w trzeźwości. Masz za sobą detoks, terapię, być może mityngi. Twoje życie wróciło na tory. A jednak… coś jest nie tak. Jesteś zmęczony. Czasem rozdrażniony. Nic nie cieszy jak kiedyś. Wszystko wygląda dobrze na papierze, ale w środku czujesz się pusto. Witaj w rzeczywistości, o…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *