Moja droga do trzeźwości: czasem życie trzeba zacząć od czyjegoś ultimatum.

Nie musisz wierzyć, że będzie dobrze. Wystarczy, że dasz sobie szansę, żeby to sprawdzić. Nie chcę robić z siebie bohatera.Nie lubię mówić o sobie zbyt długo, ale jeśli ten tekst ma pomóc chociaż jednej osobie, to niech pójdzie w świat. Mam na imię Artur. Mam 32 lata. Od sześciu lat jestem trzeźwy.Nie miałem jakiegoś spektakularnego…

Moja droga do trzeźwości: nie chodziło o to, żeby przestać pić. Chodziło o to, żeby przestać znikać.

Nie musisz być gotowa. Wystarczy, że przestaniesz się chować. Mam na imię Ewa i przez wiele lat byłam mistrzynią pozorów. Kiedy ktoś pytał, jak się czuję, odpowiadałam „dobrze”. Zawsze dobrze. Nawet kiedy wieczorem wymiotowałam po cichu w łazience, a rano układałam włosy z precyzją, jakby to one miały za mnie udźwignąć cały dzień. Nawet kiedy…

Moja droga do trzeźwości: w Wigilię wylądowałem w noclegowni. Dziś jestem ojcem czwórki dzieci i trzeźwy od 15 lat

Nie musisz wierzyć, że będzie dobrze – wystarczy, że przestaniesz wierzyć, że tak jak teraz musi już być zawsze. Mam na imię Darek. Mam 45 lat i od piętnastu lat jestem trzeźwy. Ani razu nie wróciłem do picia, ani do narkotyków. Ale nie dlatego, że jestem jakiś szczególnie silny. Przeciwnie – miałem swoje dno głębsze…

Moja droga do trzeźwości: straciłam męża, straciłam siebie… ale trzeźwość dała mi nowe życie

Myślałam, że życie się skończyło, a ono po prostu czekało, aż się obudzę. Mam na imię Agata, mam 65 lat i od ośmiu lat jestem trzeźwa. Bez zapicia, bez „małych wyjątków”, bez kombinowania. Ale zanim tu dotarłam, musiałam przejść przez swoje własne piekło. W tej historii nie będzie dramatycznych scen wyjętych jak z hollywoodzkich filmów….

Moja droga do trzeźwości: dopiero w trzeźwości zaczęłam naprawdę poznawać siebie

Alkohol ukradł mi tożsamość – trzeźwość pozwoliła mi ją stworzyć od nowa. Mam na imię Kamila. Mam 40 lat i jestem trzeźwa od sześciu. Bez zapicia. Bez „nawrotów z twistem”. Ale zanim brzmi to jak początek idealnej historii, powiem jedno: moja droga do trzeźwości to nie była prosta ścieżka, tylko wijący się, popękany chodnik, na…

Moja droga do trzeźwości: od głodów, które rozkładały mnie na łopatki, do życia które chcę przeżywać

Trzeźwość nie przyszła łatwo, ale dała mi coś, czego wcześniej nie miałem – życie, które naprawdę chcę przeżyć. Mam na imię Kamil, mam 21 lat i od trzech lat jestem trzeźwy. Czasem, gdy to mówię, czuję, że brzmię jak ktoś dużo starszy niż jestem. Może dlatego, że czuję się, jakbym w te trzy lata przeżył…

Moja droga do trzeźwości: straciłem małżeństwo, ale odzyskałem siebie

Dziś nie tylko funkcjonuję – dziś naprawdę żyję. Mam na imię Paweł, mam 48 lat i od ośmiu lat jestem trzeźwy. Moje picie nie wyglądało jak w filmach o alkoholikach – nie spałem na ławce w parku, nie gubiłem dni w delirium, nie traciłem pracy. Przeciwnie, zawsze miałem jakieś zajęcie, radziłem sobie finansowo, z zewnątrz…

Moja droga do trzeźwości: trzeźwość to nie tylko abstynencja, ale zmiana całego życia

Trzeźwość to nie tylko niepicie, to codzienna walka o bycie człowiekiem, przy którym inni czują się bezpiecznie. Mam na imię Darek, mam 58 lat i od 16 lat jestem trzeźwy. To brzmi jak imponująca liczba, ale sama długość trzeźwości nie znaczy nic, jeśli nie idzie za nią prawdziwa zmiana. A do tej dojrzewałem stopniowo –…

Moja droga do trzeźwości: osiem lat trzeźwości i ciągła walka o siebie

Trzeźwość to nie tylko brak alkoholu czy narkotyków, to codzienna praca nad sobą i szansa na życie, które naprawdę ma sens. Mam na imię Adam, mam 32 lata i od ośmiu lat jestem trzeźwy. Kiedy to mówię, brzmi to jak ogromny sukces – i w pewnym sensie nim jest. Ale trzeźwość nie jest końcem problemów,…

Moja droga do trzeźwości: jak nauczyłam się trzeźwieć naprawdę

Trzeźwość to nie koniec drogi, ale początek życia, które może być lepsze niż wszystko, co znałeś wcześniej. Mam na imię Bożena, mam 66 lat i od ośmiu lat jestem trzeźwa – no, prawie. Był moment, kiedy zapiłam po roku terapii. Dwa dni wystarczyły, żebym zrozumiała, jak krucha była moja trzeźwość i jak wiele jeszcze musiałam…